sobota, 5 lutego 2011

Marynowany ser kozi, czyli terapia w La Fromagerie


Jako że świat nie jest ostatnio najprzyjemniejszym miejscem, wybrałam się na zakupy. Po ser. Od dłuższego czasu przymierzałam się do odwiedzin La Fromagerie - sklepu-bistro przy lansiarskiej Burakowskiej, który skusił mnie zdjęciem małych konfiturek o tak dobranych kompozycjach smaków, by pasowały do konkretnego rodzaju sera. Tata dostał w prezencie mały słoiczek z kozą na etykiecie (ser kozi -> konfitura z fig) prosto z Paryża, i uznałam, że próba przywrócenia się do stanu używalności  może przebiec skutecznie poprzez przypomnienie sobie tego cudnego połączenia słodkości figi i kremowej konsystencji koziego serka.

Ale kończąc dygresję: po drodze minęłam rząd czarnych SUVów i już odpowiednio onieśmielona zblazowanymi spojrzeniami wychodzących klientów, przekroczyłam progi raju.

Najpierw zobaczyłam długą lodówkę pełną serów, ze specjalnym inkubatorem na te bardziej, powiedzmy, aromatyczne. Jestem z siebie dumna, że powstrzymałam się przez klaskaniem i piskiem radości, kiedy znalazłam mozarellę di bufala. Ci, którzy weszli kiedyś ze mną do spożywczaka wiedzą, o czym mówię i mam nadzieję, że doceniają moje opanowanie. Powstrzymałam się nawet na widok rzędów tapenady z oliwek i suszonych grzybów z Prowansji. No i znalazłam konfiturki. Kilkanaście rodzajów, w małych uroczych słoiczkach. Wychodząc nie byłam w stanie powstrzymać uśmiechu, czując, że świat nie może być do końca zły, skoro można w nim znaleźć takie cuda.


Żeby uczcić dzisiejsze odkrycie, proponuję Wam ser kozi marynowany w oliwie i ziołach. To, co mnie w tym przepisie urzekło to możliwość "podrasowania" skromnego kawałka sera według gustu. Wybierzcie 100g świeżego serka koziego, pokrójcie go w plastry i posypcie ulubionymi ziołami. W przepisie z Kuchni, który wykorzystałam, znalazły się dwie łyżki tymianku i kolorowy pieprz oraz dwa liście laurowe. Do tego dobra oliwa do zalania wszystkich plasterkków i to naprawdę wszystko. Zostawcie słoik z serem na 24h (ja wytrzymałam 8, ale i tak było super) w temperaturze pokojowej i podajcie na kromce świeżego chleba. Smakuje bosko zarówno na zimno, jak i na gorąco, podany prosto z piekarnika na grzance. Smacznego!