środa, 14 lipca 2010

Makaron z truflami i parmezanem, czyli o aspiracjach życiowych


Pisanie bloga mając tytuł naukowy różni się tym, że nareszcie nie czuję tego koszmarnego wyrzutu sumienia z powodu spędzania czasu na przyjemnościach. Te wakacje też były inne od poprzednich - nie da się przecenić uczucia braku obowiązków. "Nic nie musimy", powtarzaliśmy sobie przy każdej zmianie decyzji, kiedy to wybieraliśmy kolejną filiżankę espresso ponad krajoznawcze spacery.

Przeraża mnie fakt, że tak wiele z tego wyjazdu pewnie mi umknie z czasem. Jednak jeśli chodzi o smaki - jestem spokojna. Tego nie zapominam nigdy i praktycznie, gdyby tak ostro zredukować moje aspiracje życiowe, to możnaby je ograniczyć do takiej myśli - chcę móc podróżować i odnajdywać te wszystkie zbierane egzotyczne adresy sklepów z limoncello z Amalfi czy z najlepszymi macarons z Paryża.

Mówiąc o smakach, Istrię zamknęłabym w butelce oliwy truflowej. Mogę wyobrazić sobie skrzywioną minę mojej mamy na to wyznanie, jednak nie pozwolę sobie wmówić, że zapach trufli jest odstraszający. Jest ziemny, głęboki, intensywny. Dodajcie do niego owczy ser, którego rodzajów spróbowałam chyba z dziesięć ostatnio, a uzyskacie coś niesamowicie prostego, a zarazem nieprzyzwoicie wykwintnego. To nie jest typowy przepis, jest o wiele za prosty nawet na moje standardy. Wystarczy truflowa oliwa i twardy ser, na przykład parmezan. Na wakacjach dostałam jeszcze trufle w oliwie, które dodawaliśmy do naszej wersji dania, jednak to jest już tylko kwestia jak bardzo chcecie uprzyjemnić sobie życie i ile chcecie na to wydać ;)

Smacznego!