sobota, 8 lutego 2014

Mini bezy z kremem mascarpone, czyli o słodkim smaku przegranej


Muszę przyznać, że przez lata nie uznawałam gier planszowych. Byłam nawet w stanie wygłaszać płomienne przemowy na temat ich złego wpływu na jakość spotkań i relacje międzyludzkie, wierząc szczerze, że nikt o zdrowych zmysłach nie będzie przedkładał budowy hotelu w Wiedniu czy wyścigu żółwi nad wartościową (lub nawet nie) rozmowę. Byłam w błędzie. 

Oczywiście do świata planszówek zostałam zwabiona jedzeniem. Aga postawiła przede mną kanapkę z pasztetem w mojej ulubionej knajpie i nie pozwoliła mi dłużej ignorować faktu, że za mną stoi regał pełen tekturowych pudeł. Przy dobrej kanapce jestem w stanie zgodzić się na wiele, więc nawet nie byłam zbytnio zdenerwowana pierwszą porażką. Drugą już bardziej, ale skończyło się jedzenie po prostu, co pogłębiło stan wkurzenia. Jednak pewne zmiany są już nieodwracalne - w domu leży pudełko Carcassonne, rodzice przejęli moją obsesję, a znajomi, jak się okazuje, znali planszówki o wiele lepiej niż ja, tylko chyba bali się do tego przy mnie przyznać.

I teraz tak się spotykamy wokół stołu, szukając miejsca na talerze z jedzeniem pośród pionków i tekturek. Ale niedawno bohaterem nie były pionki, a beza - moja Siostra przyjechała do Warszawy i postanowiłyśmy się skupić na dostarczeniu organizmowi odpowiedniej ilości cukru. To niezwykle uroczy deser, który towarzyszy Ci przez rodzaj wieczoru - albo Cię pociesza kiedy ktoś kolejny raz kradnie Ci zamek, albo służy do perfekcyjnej celebracji zwycięskiej partii. Jednak przy takiej bezie nie ma znaczenia, kto wygrywa, tak naprawdę. A beza sama w sobie jest zaskakująco bezpretensjonalna, każdy dostaje swój talerzyk, na którym może dowolnie ją "rozbabrać" (ci, którzy kiedyś próbowali elegancko pokroić bezę, zrozumieją sens tego słowa), ale nie traci nic ze swojej wyjątkowości. Proponuję Wam tak naprawdę przepiękne mini-torciki, które osłodziły mi już niejedną planszową porażkę...



Składniki (na około 12 bez o śr. 8-10 cm):

8 białek
Szczypta soli
400 g drobnego cukru
4 łyżeczki mąki kukurydzianej
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka octu winnego

Odnośnie kremu, wybierzcie swój typ - ja szykuję rożne opcje na zamówienie: na bazie mascarpone, który możecie dowolnie podkręcić likierem czy ekstraktami lub grzesznie maślany krem cytrynowy. Do obu polecam dodatek konfitur czy gorących owoców z cukrem. Nie widzę też nic złego w Nutelli...

A teraz do roboty:

1. Nie ukrywam, że do bezików przyda Ci się mikser - ubijanie odpowiedniej piany po prostu trwa, a w kuchni nikt nie powinien się tak męczyć.. Kiedy już to sobie ustaliliśmy, zacznij szykować bezę - wbij białka i dodaj szczyptę soli. Zacznij miksować powoli, stopniowo zwiększając tempo.

2. Kiedy piana zrobi się biała, zaczną znikać z niej liczne pęcherzyki powietrza i uzyska dość zwartą strukturę, zabierz się za dodawanie cukru. Uwaga: rób to powoli, łyżka po łyżce. Tylko w ten sposób piana nie opadnie pod wpływem cukru. Dodawaj cukier na wysokich obrotach miksera.

3. Uzyskasz odpowiednią pianę kiedy będzie sztywna i błyszcząca - możesz klasycznie spróbować odwrócić miskę do góry nogami. Wypadnie - źle, zostanie - dobrze.

4. Najgrzej piekarnik do 180 stopni, ale nie wkładaj jeszcze bezy.

5. Do masy bezowej dodaj mąkę kukurydzianą, ekstrakt waniliowy i ocet winny - wymieszaj ostrożnie, kilkoma ruchami.

6. Układaj bezy na pergaminie - możesz je formować łyżeczką lub szprycą. Zostawiaj niewielkie wgłębienia w środku, gdzie później nałożysz krem. Masz pełną dowolność co do wielkości, ale pamiętaj, żeby zostawić co najmniej 3 cm odstępu z każdej strony między bezami.

7. Pora wstawić bezy do piekarnika - zredukuj temperaturę do 150 stopni i wstaw blachę na środkowy poziom. Piecz przez 30 minut. Po tym czasie wyłącz piekarnik, otwórz go, ale zostaw w nim jeszcze bezy na min. 20 minut do ostygnięcia. 

8. Podawaj z kremem, owocami, lub samodzielnie.

Smacznego!