Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2014

Sałatka z polędwiczkami wołowymi, czyli najprostsza droga do szczęścia w zdrowej diecie




Sałatki to takie dania, w których kładę ulubione składniki na możliwie najcieńszej warstwie sałaty. I wiem, że nie jestem w tym sama, więc nie oburzajcie się proszę.

Mimo wszystko, potrafię realnie ocenić sytuację i uznać, że makaron nie zapewni mi sylwetki godnej siatkarki plażowej. Dlatego po pierwsze – zawsze docenię propozycje przepisów na sałatki, które nie smakują jak sałatki, a po drugie – proponuję Wam obecnie moje ulubione zestawienie: przepysznie proste polędwiczki ze słodkim sosem, jako dodatek do Waszego ulubionego zestawu świeżych warzyw.

Takiego sposobu przygotowania polędwiczek nauczyło mnie dwóch przemiłych Włochów, którzy przypomnieli mi, że w kuchni funkcjonują dwie zasady: gotowanie nie może Cię męczyć, a jedzenie musi Cię uszczęśliwić. Nawet jeśli kładziesz je na sałacie.

niedziela, 20 listopada 2011

Sałatka z ciecierzycą i fetą na chlebkach pita, czyli saga o zdrowej diecie, vol.786


Moje regularne relacje z kolejnego podejścia do Poważnego Traktowania Siłowni mogą już nudzić moich najbliższych, jednak nie zmienia to niestety faktu, że dość dużo czasu zajmuje mi ostatnio powracanie do dobrej formy i knucie na jego temat.

Jednocześnie z wielką przyjemnością za wszelkie trudności w utrzymaniu postanowień winię tych, którzy inaugurują wypady do restauracji, dostarczają mi do biurka batoniki Milky Way czy proponują zakup chrupiącej bagietki w drodze powrotnej z siłowni. I piszę to bez cienia sarkazmu - nie potrafię być szczęśliwa bez któregokolwiek z tych elementów, bo przede wszystkim wiążą się one z ludźmi, którzy mnie otaczają i którzy stanowią bazę dla mojej codzienności. A że wszyscy kochamy jedzenie, no cóż. Jesteśmy po prostu świetnie dopasowani i to powinien być zawsze powód do radości, a nie frustracji.

Dlatego też nie zamierzam karać się za okazjonalną bagietkę czy batonika, a jedynie zapewnić sobie zdrowsze "rozgrzeszacze", jak ta sałatka z ciecierzycy z ukochaną fetą. Bezkompromisowo zdrowa i sycąca. Dla każdego poszukiwacza smacznych, zdrowych dań - totalny must have, jak to mówią na mieście.


niedziela, 25 kwietnia 2010

Sałatka z sosem miodowo-musztardowym, czyli pokaż mi swoją Komodę...




Kiedy brakuje ochoty na gotowanie jest mi bardzo łatwo wpaść w ciąg sięgania do Komody. Chyba nie uniknę kolejnej jedzeniowej analogii do mojej osobowości, jednak myślę, że mój system szkicowania portretu psychologicznego na podstawie Komody może Wam kiedyś bardzo pomóc. Jeśli uda Wam się zajrzeć do szafki na jedzenie u osoby, która Was interesuje, to gratuluję. Jesteście na dobrej drodze do poznania jej szybciej, niż by tego chciała. 

W moim przypadku, szafek na jedzenie mamy kilka. Jedak jest też Komoda, do której trafia większość najlepszego jedzenia. Mąka i cukier to nie to, czego należy szukać próbując poznać człowieka. W moim przypadku Komoda reprezentuje najmnorczniejsze cechy charakteru. Jest zagracona. Po lewej stronie, tej trudnodostępnej, znajdują się zdrowe składniki w puszkach: groszek, kukurydza, pesto, papryka. Ewidentnie nie dobieram rozkładu z rozsądkiem. Ich zasięg zmienia się zależnie od etapu życia (na diecie/nie na diecie), ale nigdy zdrowe puszki nie zajmowały wystarczająco dużo miejsca, by dosięgnąć Prawej Strony Komody. Tej zawsze pod ręką. Przepełnionej dobrymi rzeczami. Czekoladą. Ciastkami. Tej bardzo, bardzo hedonistycznej. Prawda Strona Komody obrazuje też mój stan emocjonalny. Maksymalnie zagracona wskazuje na to, że nie mam potrzeby ratowania się grzesznym jedzeniem. Pustawa, no cóż. Wskazuje co wskazuje. 

Mogłabym znaleźć jeszcze dużo podstaw do analizy, ale myślę, że umiecie doskonale wnioskować sami, że na przykład kontakty z osobą, która ma składniki poukładane alfabetycznie będą dość, no, konkretne. I tak dalej. Uwierzcie w moc szafki z jedzeniem po prostu. 

Ale co najważniejsze, Komoda nie pozwala nam umrzeć z głodu. Nigdy przenigdy. I to na jej podstawie wielokrotnie powtarzam, że warto inwestować w długotrwałe składniki. Ten przepis na sałatkę z sosem jest tego doskonałym przykładem. Sałatka jak sałatka, jest bardzo luźną propozycją, którą niezwykle często zmieniam zależnie od zasobów lodówki i nastroju. Ale sos to inna sprawa.. Próbując odtworzyć moją ukochaną wersję z Salad Story zaczęłam kombinować i stworzyłam coś naprawdę pysznego, co wymaga właśnie posiadania kilku buteleczek konkretnych składników. Tak, to jest kilka buteleczek, ale potraktujcie to jako inwestycję.


środa, 3 marca 2010

Sałatka z selerem, mozarellą i migdałami, czyli Mamo, tym razem Cię posłucham ;)


Nie ma to jak stracić nadzieję na to, że będę mogła pozbyć się płaszcza z misiem i lamerskich zimowych butów. Wiem, że pisanie i rozmawianie o pogodzie to taka klasyczna deska ratunku, kiedy nic ciekawszego nie pozostaje do powiedzenia, no ale naprawdę.. Kupiłam żonkile, wyglądają jak zielonkawe wodorosty. Założyłam lżejsze rękawiczki, odmroziłam sobie palce. Ratuję się więc jedzeniem.

Ta sałatka jest magiczna, ponieważ dopóki jej nie spróbowałam po raz pierwszy byłam pewna, że nie znoszę selera. Kiedy już zdałam sobie sprawę, jakie warzywo jem, zdążyłam się w niej zakochać ze względu na mozarellę, migdały i zielony groszek. Jest cudownie lekka i zielona.. I trzymajmy się opinii, że jest bardzo wiosenna :)

Update: Przepis jest autorstwa siostry Karoli, Kasi. Byłam ofiarą oszustwa i przywłaszczenia sobie praw autorskich przez cwaną blondynkę.

środa, 4 listopada 2009

Tortille i sałatka z z kurczakiem, czyli rozpusta umiarkowana


Kiedy mam ochotę na coś niezwykle pysznego, ale jednocześnie pozostawiającego wrażenie równie zdrowego, wybieram właśnie to danie. Jego podstawą są warzywa, których obecność skutecznie tłumi ewentualne wyrzuty sumienia związane z majonezem i parmezanem w sosie.

Czuję się trochę dziwnie, że przygotowałam dzisiaj tortille na Dzień Uczty, ponieważ czas, jaki im poświęciłam jest tak absurdalnie krótki, że zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie powinnam dłużej mieszkać w kuchni, tak dla zasady. Jednak w tym wypadku potwierdza się moja Zasada Nr 1, że proste rozwiązania są najlepsze. Kilka składników, kilka minut i mnóstwo radości.