Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mascarpone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mascarpone. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 czerwca 2011

Tarta z malinami i mascarpone, czyli jak witać nowy mikser w rodzinie


Żeby powitać nowego Kitchen Aida w rodzinie Kasi i Kornela, podczas ostatniego spotkania przygotowaliśmy Deser na Dwie Dzieże. Polega to mniej więcej na tym - dobierasz dwa desery, z których oba muszą zawierać albo jakiś tłusty krem albo przynajmniej białka do ubicia. I już. Nie ma lepszej wymówki do przygotowania podwójnej porcji słodyczy - po prostu nie można zostawić jednej dzieży w samotności na blacie.

Stanęło na bezie z lodami i właśnie na tarcie z malinami. Na bazie przepisu z Kwestii Smaku stworzyliśmy coś nieprzeciętnie dobrego. To, że mascarpone rządzi wiadomo nie od dziś. Ale spróbujcie dodać do niego odrobinę wody różanej i dajcie znać, czy istnieje lepsza kombinacja. Jak dla mnie na razie nie. Wiem, że woda różana brzmi dość niszowo, ale naprawdę jestem gotowa wskazać każdej jednej osobie, skąd można wziąć takie cudo żeby tylko zachęcić do wypróbowania tej kombinacji.

niedziela, 24 października 2010

Mini tarty z wiśniami w rumie, czyli o prawie dziedziczenia


Kiedy dowiedziałam się przypadkiem, że moja babcia uwielbiała chodzić w niebotycznie wysokich szpilkach i zawsze trzymała takie pod biurkiem w pracy, chciałam a) zapytać się, czy jeszcze ma je w szafie, b) rzucić się jej na szyję. To był ten dziwny moment, kiedy przypominasz sobie, że wcale nie jesteś kompletną indywidualnością, z charakterem ukształtowanym przez twoje mniej lub bardziej właściwe wybory, a raczej kolejną wersją twoich najbliższych, którzy przez lata po cichu kreowali to, kim jesteś.

Powtarzalność i świadomość powielania schematów to dość smutna prawda, jednak zupełnie inaczej podchodzę do tej kwestii jeśli chodzi o rodzinę. Nawet jeśli to naciągana teoria, to jest to zabawne i tak naprawdę cudowne, że mogłam "odziedziczyć" w jakiś kosmiczny sposób uwielbienie do wysokich obcaców po mojej babci. Nigdy bym nie posądzała siebie o tego typu sentymentalizm, jednak jest coś przemiłego w świadomości, że powielam cechy osób, które kocham najbardziej na świecie. 

O ile historia ze szpilkami jest prozaiczna i dość przypadkowa, to z własnej woli i z ogromną determinacją zamierzam udowodnić sobie, że odziedziczyłam po babci też talent do gotowania. Bardziej szczegółowo - do robienia przetworów. A konkretnie, do wiśni w rumie. Mam obsesję na ich punkcie i zaburzony komfort psychiczny za każdym razem, kiedy w komodzie brakuje zapasowego słoika z napisem W/rum.

Czekoladowe mini tarty oficjalnie podaje się ze świeżymi owocami, ale serio, chcecie poczekać z ich przygotowaniem do momentu, kiedy wcześniej wyprodukujecie sobie wiśnie w rumie z przepisu mojej babci.

piątek, 30 lipca 2010

Borówki z kremem mascarpone, czyli kiedy kontekst ma znaczenie



Z najważniejszych spraw - pracujemy nad książką. Oczywiście im więcej razy przeglądam materiał, tym więcej pojawia się wątpliwości i wzrasta moje poczucie obciachu, ale co tam. Nie po to postanowiłyśmy zrobić więcej miejsca na sprzęty kuchenne wywożąc 90% materiałów uczelnianych, żeby teraz uznać, że nie warto się tym zajmować. Idea była i jest taka sama - pytanie tylko, czy czegoś mi nie będzie brakować, kiedy już misja będzie zakończona..

A wracając do borówek. Pewne osoby uważają, że są najlepsze jedynie w czystej formie. I chociaż mogę na codzień prezentować postawę mocno defensywną, bo taka jestem niefajna, to nie będę tutaj zbyt agresywnie przekonywać do wyższości opcji z kremem.

Po prostu, z mojej strony wygląda to tak: uwielbiam każdy element przygotowania kremu i wszystko, co z nim związane. Uwielbiam to, że kiedy postanawiam go przygotować, oznacza to, że już nigdzie się nie muszę spieszyć. Lekki paradoks, ponieważ jest to naprawdę ekspresowy deser, ale to jest właśnie siła kontekstu. Nie przygotowałabym kremu do pracy i nie podałabym go na hardkorowej imprezie. Krem pojawia się tylko wtedy, kiedy wiem, że nic już nie muszę.

I może borówki w wydaniu solowym są przepyszne, ale to ich bardziej dekadenckie wydanie tworzy dla mnie atmosferę, w której czuję się najlepiej. Są różne formy porypania, a ja między innymi mam swoje potrawy, które niezmiennie towarzyszą konkretnym stanom emocjonalnym. Po prostu.