Nie będę jeszcze zdradzać, do jakich eksperymentów Kitchen Aid posłużył na początku, ale teraz pora pochwalić się pierwszym tortem bezowym przygotowanym z jego udziałem. Jest to kolejna część serii o pamiętnej kolacji - robię mały przeskok, ale do dań głównych jeszcze wrócę.
Kto kiedyś był w "Słodki... Słony..." - warszawskiej cukierni Gesslerowej, powinien kojarzyć te przepiękne bezowe bajzle, które kuszą zwykle obok kasy. Mam lekką obsesję na punkcie tych tortów, zwłaszcza wersji kawowej i wiem, że nie jestem jedyna. Bezowiec kawowy ma idealne zastosowanie w strategii samonagradzania. Jednak teraz, kiedy odkrywam tajniki tego typu ciast, pewnie będę szukać jeszcze bardziej absurdalnych powodów, żeby samodzielnie przygotować sobie taki malutki, skromniutki torcik. Mam jedno niecenzuralne określenie na stan zbytniej dostępności baaardzo grzesznego jedzenia, ale ograniczę się do tego: dobrze, że przynajmniej tracę kalorie kicając z radości, kiedy białka same się ubijają.